Harcerskie ideały – relikt przeszłości czy szansa dla przyszłych pokoleń?

Idea skautingu sięga już ponad stu lat. Jej głównym założeniem było i jest wychowanie młodych ludzi na światłych obywateli, którzy potrafią odnaleźć się w każdej sytuacji. Nie bez powodu przygotowywali się oni do samodzielnego życia, uczestnicząc w obozach i innych skautowych formach spędzania czasu. Nie były im obce udzielanie pierwszej pomocy przedmedycznej, pionierka czy techniki harcerskie.

Skąd my o tym wiemy? Wiele mówi nam książka gen. Roberta Baden-Powella „Skauting dla chłopców”. Zawarte są w nim właśnie te elementy życia skautowego. Można by wręcz powiedzieć, że jego podwaliny. Kontakt z naturą, pomoc innym, umiejętność zadbania o samego siebie, a także współpracy w grupie. Wszystko opisane jest bardzo skrupulatnie. Pozycja ta stanowi swego rodzaju poradnik, bo jak mówią 3. i 6. punkt Prawa Harcerskiego:

Harcerz jest pożyteczny i niesie pomoc bliźnim.

Harcerz miłuje przyrodę i stara się ją poznać.

Czy obecnie ta wiedza i jej wykorzystanie są ważne w rozwoju młodego człowieka? Jak najbardziej – we współczesnym świecie coraz rzadziej uczy się dzieci rzeczy praktycznych. Nie wiedzą, jak odnaleźć się w lesie, jakie panują w nim zasady, w jaki sposób planować czas tak, aby był on wykorzystany najlepiej, jak się da. Ktoś by pomyślał, że po co komu o tym wiedzieć? Właśnie po to, aby w sytuacji zagrożenia, móc pomóc nie tylko sobie, ale również innym! Taka właśnie postawa, postawa człowieka XXI wieku, pokazuje przykrą rzeczywistość naszego świata – chęci dbania tylko o własne ego, o własne podwórko. Skoro nie chcemy robić tego dla siebie, to dlaczego nie chcemy nauczyć się tego dla innych?

Braterstwo – słowo każdemu znane, ale czy potrafimy teorię przełożyć w praktykę? Pozwolę sobie przywołać 7. punkt Prawa Harcerskiego:

Harcerz w każdym widzi bliźniego, a za brata uważa każdego innego harcerza.

Obecny świat nie pozostawia złudzeń – dążymy do sukcesów, często zapominając o naszych przyjaciołach, znajomych, rodzinie czy osobach nam po prostu bliskich. Tak zwany „wyścig szczurów” staje się powoli chorobą cywilizacyjną – zapominamy o tym, że każdy z nas ma uczucia, każdy z nas ma prawo do szacunku.

Ciekawe jak w obecnym świecie odnaleźliby się bohaterowie książki Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec”. Dla Rudego, Alka i Zośki najważniejsze były dwie rzeczy: wolność i braterstwo. Nie raz pokazali oni swoją postawą, że te wartości mają największe znaczenie w ich życiu – często ryzykując utratą zdrowia, a nawet śmiercią. Cieszyli się oni każdą chwilą spędzoną razem, bo wiedzieli, że być może jest to ich ostatnie spotkanie w tym gronie. Wszyscy dążyli do wspólnego celu – do odzyskania wolności – było ono pewnego rodzaju spoiwem w ich relacjach. Być może właśnie tego nam brakuje we współczesnym świecie?

Wynikiem chorej rywalizacji wśród społeczeństwa może być, kolokwialnie mówiąc, wypalenie – brak chęci na aktywności, które wcześniej sprawiały nam radość. Przypatrzmy się postawie Antka Cwankiewicza, głównego bohatera książki „Antek-Cwaniak” Aleksandra Kamińskiego. Jego entuzjazm bił po oczach, gdy usłyszał w rozkazie informację o obowiązku założenia przez niego gromady zuchowej. Cieszył się, że może robić to, co lubi! Warto przytoczyć tu 8. punkt Prawa Harcerskiego:

Harcerz jest zawsze pogodny.

Wydawałoby się to drobnostką, ale czy tak jest na pewno? Ile razy zdarzyło nam się narzekać na rzeczy, na które mamy realny wpływ? Czy działanie, które sprawia nam radość musi być sprzeczne z dzieleniem się dobrem z innymi?

Przyszłość stawia nam ogromne wyzwanie. To od nas zależy, jak będą kształtować się przyszłe pokolenia – czy będą zaradne życiowo, czy będą współpracować ze sobą i żyć w zgodzie? Czy będą potrafiły szanować drugiego człowieka i przyrodę? Naszym zadaniem, wręcz obowiązkiem, powinno być właśnie przekazywanie tych wartości naszym podopiecznym. Wartości może wiekowe, ale jak bardzo uniwersalne i przydatne w dzisiejszej rzeczywistości. Dlatego warto brać przykład z wymienionych wyżej postaci: Rudego, Alka, Zośki, Antka-Cwaniaka i zapoznać się bliżej z tymi sylwetkami – być może któraś z nich zostanie Waszą aspiracja do dalszych działań?

Pamiętajcie, aby mieć w sercu słowa gen. Robert Baden-Powell:
„Starajcie się zostawić ten świat choć trochę lepszym, niż go zastaliście”.

dh Wojtek Tylak
drużynowy 43 WDH „Zawalidrogi”

Reklamy

Biwak, tej!

W dniach 22-24.02.2019 r. odbył się biwak z okazji Dnia Myśli Braterskiej. Uroczystość ta odbywa się z okazji dnia urodzin założyciela skautingu gen. Roberta Baden-Powella.

Jak co roku, na biwaku, pojawił się konkurs talentów tzw. HarcShow. Konkurs podzielony był na dwie kategorie: gromady zuchowe oraz harcerze i wzwyż. W tym roku zwycięstwo odniosła 9 Gromada Zuchowa „Bractwo Szpaka Mateusza” oraz 10 Drużyna Starszoharcerska „Poza Horyzont”. Oczywiście wszystkie gromady, jak i drużyny, urzekły nas swoimi występami.

IMG_6511

Po zakończonym konkursie nadszedł czas na grę terenową. Grę prowadził pwd. Jakub Żukower. Polegała ona na zdobywaniu specjalnych kodów QR i wykonywaniu podanych zadań. Zuchy wraz ze swoimi drużynowymi miały okazję również uczestniczyć w seansie w kinie znajdującym się przy szkole. Odbywały się także zajęcia wieczorne. Harcerze mieli zajęcia z pwd. Dominiką Osuch oraz z pwd. Magdą Tylak. Ich zadaniem było stworzenie przedstawienia o podanej im tematyce. Harcerze Starsi oraz wędrownicy mieli zajęcia z hm. Marcinem Osuchem. Za zadanie mieli stworzenie niesamowitego zdjęcia! Biwak zakończył się apelem, na którym rozdano nagrody za wygrane konkurencje. Każda drużyna i gromada dostała specjalne przypinki, trefl powstańczy z okazji stulecia Powstania Wielkopolskiego oraz breloczki hufcowe. Po spakowaniu się i posprzątaniu po sobie sal, każdy wyruszył do swojego domku…

IMG_6753

 

Biwak był wspaniałym weekendem, spędzonym w gronie najlepszych harcerskich przyjaciół. Niestety dobiegł końca i trzeba było pożegnać się z tym wspaniałym okresem. Jednak nie rozpaczajmy aż tak, bo zobaczymy się na kolejnym biwaku! Czuwaj!

 

ochotniczka Maja Pawlikowska
69 WKDH „Przełęcz”

Więcej zdjęć znajdziecie tutaj: https://photos.google.com/share/AF1QipM2Y7eWpfmPBwajXdqN_aouaFmoWhQ3GTHHZDUnpqsIb1IWRYbDv-JZw2N9ba4aTA?key=bjZlVHB2RlpISW5JcUNpTTAxVW9xX1JvVUVoQkt3

Niepodległa

Rok 2018 przyniósł ze sobą długą, wyczekiwaną przez Polaków rocznice, ale nie taką zwykłą – rocznicę odzyskania niepodległości, która miała miejsce 11 listopada 1918r. Podczas 123 lat zaborów, nasze państwo było masakrowane przez inne narody, wymazane z mapy i pamięci całego świata, ale nie z nas. Historia naszego kraju była przez te ponad sto lat bardzo burzliwa – rozbiory, wielkie powstania, rusyfikacja, germanizacja i miliony poświęconych rodaków, byśmy  dzisiaj mogli być wolnymi obywatelami i wyrażać nasz patriotyzm w sposób dumny oraz dzielić się tą radością z całym światem. To wielki dar o który zabiegały pokolenia.

Od samego początku 2018 Polacy świętowali tak ważną dla nich sprawę. Ten rok pozwolił nam lepiej poznać i pokazać innym naszą historię. Po wielu miesiącach przygotowań do tak ważnego dnia – 11 listopada – w każdym polskim mieście wisiały flagi, słyszano dźwięki Mazurka Dąbrowskiego i widziano piękne pochody ku czci Niepodległej.

W Koninie również nie próżnowano. Nasz Hufiec ZHP Konin już od samego niedzielnego poranka brał udział w tych radosnych obchodach. O godzinie 11:00 składano kwiaty pod pomnikiem generała Józefa Piłsudskiego przed ratuszem, potem udano się na Msze świętą do kościoła pw. św. Bartłomieja w intencji Ojczyzny. Wraz z władzami miast, Orkiestrą Dętą KWB Konin, asystą Wojska Polskiego, uczniami klas mundurowych, zuchami i mieszkańcami, harcerze uczestniczyli w ,,Marszu dla Niepodległej’’. Spod kościoła cały pochód ruszył do miejsca upamiętniającego śmierć Tarejwy. Tam wzniesiono flagę przy dźwiękach hymnu oraz złożono kwiaty. Następnie szeregi świętujących udały się na Plac Wolności. Tam harcerze wraz z innymi uczestniczyli w uroczystościach. Wygłoszono mowę o naszych obchodach oraz o historii Niepodległej. Uczniowie szkół przedstawili krótką, wzruszającą historię Polski. Wręczono medale i ordery dla osób przyczynionych do odzyskania niepodległości, kombatantów, władz, które zorganizowały obchody i wielu innych. Tradycyjnie po ,,Apelu Pamięci’’, wystrzelono salwę honorową, a na koniec po raz ostatni złożono hołd poległym oraz ofiarowano bukiety i wiązanki kwiatów pod tablicami upamiętniającymi ofiary sprzed końca I wojny światowej.

W tegorocznych, wyjątkowych obchodach wzięło udział wielu ludzi z różnych środowisk, grup wiekowych i tego dnia znów wszyscy mogli wspólnie, bez konfliktów,  świętować ważną dla nich sprawę – Wolną, Niepodległą Ojczyznę.

 Dziękujemy, że byliście tego dnia i obchodziliście tę setną rocznicę!

                                                                                                       Harcerka z 13KDW „Wadery”

Drużynowy, przyboczny, może po prostu kolega?

Częstym problemem, z jakim boryka się tzw. młoda kadra (czyli przyboczni, drużynowi z krótkim stażem) jest brak autorytetu w drużynie wśród swoich podopiecznych. Skąd to się bierze? Po co jest autorytet? Postaram się odpowiedzieć na te dwa pytania – może i dorzucę jeszcze kilka innych istotnych rad czy informacji – w tym felietonie.

Autorytetem (jak tłumaczy Słownik języka polskiego PWN) nazwiemy człowieka mającego duże poważanie ze względu na swą wiedzę lub postawę moralną, stawiany za wzór do naśladowania, mający wpływ na postawy i myślenie innych ludzi; jest chodzącą encyklopedią. Jednakże, w wolnym tłumaczeniu, autorytet to osoba która ma tzw. siłę przebicia. Często my, młodzi drużynowi czy przyboczni, zabieramy się do „zdobywania” autorytetu w zły sposób, niekiedy oddalający nas od pożądanego efektu. Mnie osobiście, w zrozumieniu idei autorytetu pomogło przeczytanie artykułu z książki pt. „Komunikacja społeczna a wartości w edukacji. Nowe znaczenie i sytuacje. Szkolna przestrzeń interakcji i działań komunikacyjnych. Tom II” pod redakcją Wojciecha J. Maliszewskiego. Autor posiłkując się publikacjami wybitnych socjologów czy pedagogów podzielił autorytet na dwa rodzaje: formalny i naturalny. Jak sama nazwa wskazuje, bardziej pozytywnym określeniem jest autorytet naturalny. Często jednak dzieje się tak, że autorytet, jaki stanowimy w naszych drużynach, wywodzi się jedynie z noszonego przez nas sznura na lewym ramieniu. Na jednym z wyjazdów poznałem pewnego druha o stopniu harcmistrza, który w pracy ze swoją drużyną harcerską nie stosował noszenia sznurów funkcyjnych – sam również go nie nosił. Jest to swoisty eksperyment, który ma wykazać, kto naturalnie sprawuje jakie funkcje.

Autorytet lidera winien wywodzić się przede wszystkim z naszych cech charakteru, które determinują nasz temperament i charyzmę, oraz z posiadanej wiedzy i sposobu, jaki przekazujemy tę wiedzę swoim podopiecznym. Częstym błędem w naszej pracy jest hipokryzja i stosowanie terminu „dzieci” lub „dzieciaki”, mimo że wcale nie jesteśmy od nich dużo starsi. Osoba, która zabiega o autorytet, powinna być współodpowiedzialna za grupę nad którą ma władzę. Zdarza nam się, że zbyt mało rozmawiamy ze swoimi podopiecznymi, co sprawia, że robimy zajęcia nudne czy też zbyt trudne lub zbyt łatwe. Unikajmy hipokryzji.

W książce na ten, jak i inne tematy, jest wiele, wiele więcej. Są opisane metody jak postępować z podopiecznymi oparte na doświadczeniach osobistych lub wynikach wielorakich badań czy eksperymentów. Serdecznie polecam! Kto wie, może i Wam, pomoże ona stać się prawdziwym w o d z e m.

dh Jakub Żukower
drużynowy 53 DH „Łowcy Przygód”

Wadery dają się poznać

Każdy wędrownik powinien znać historie lub chociaż początki powstawania swojej drużyny. Niekiedy mogą one sięgać kilkudziesięciu, kilkunastu lub nawet kilku lat. W naszym konińskim hufcu drużyny wędrownicze sięgają kilkunastu lat.

TROCHĘ HISTORII NA POCZĄTEK

13 Konińska Drużyna Wędrownicza powstała w lutym (dokładnie obchodzi urodziny 21 lutego 1999r.). Mająca już 19-letnią tradycję nadal istnieje i trzyma się jak najlepiej. Została stworzona z istniejącej wtedy drużyny harcerskiej (73 KDH) z zastępu starszoharcerskiego o nazwie ,,Wadery’’. Drużynową stała się dh. Justyna Wąchnicka wraz z osobami z zastępu i innymi ochotnikami podjęli się tego zdania. Przez jej szeregi przewinęło się mnóstwo wspaniałych ludzi, których nadal możemy spotkać – w czynnej służbie lub jako weteranów w naszym hufcu. Takie były początki 13 KDW. Przez prawie dwie dekady ,,Wadery’’ wykreowały swoje zwyczaje, zasady, prawa i wspólną atmosferę.

Aktualnie należą do XII Szczepu im. Bohaterów Grunwaldu i mają się dobrze.

ZNAKI SZCZEGÓLNE

Po czym można poznać ,,Wadery”?

Tak jak i każda drużyna czy gromada mają oni swój własny oryginalny kolor chusty. Jest to kolor bordowy. Idealne dopasowanie? Czarne pagony, getry i beret. Otrzymanie chusty jest uroczystym momentem, zgodnie z obrzędowością drużyny, nadawana w gronie wędrowników, przy ognisku i przy dźwiękach gitary. Bardzo ważnym elementem dla ubioru jest pierścień na chustę w kształcie głowy wilka (Wadery). Wtedy kandydat na członka drużyny, po jego otrzymaniu, staje się już pełnoprawną Waderą.

BEE

Posiadają swój własny proporzec, który został uszyty w bordowym kolorze z przepiękną głową wilka na środku. Ważnym elementem jest też wyrzeźbiona z drewna wilczyca, która jest totemem drużyny i uczestniczy w wyjątkowych momentach.

Można ich też rozpoznać po tym, że są młodymi, ale o dziwo dojrzałymi ludźmi, którzy starają się przekazywać swoją energię innym. Nadal zdobywają doświadczenie, ale nie boją się podejmować ryzyka i eksploatować harcerski świat.

TRADYCJE

Jakie tradycje i zwyczaje panują w drużynie?

Jak wiadomo, pomimo jedności całej drużyny, pracują oni w zastępach o różnej specjalizacji np.: artystycznej czy turystycznej. Zbiórki organizuje najczęściej drużynowy, chociaż sami wędrownicy również przygotowują zajęcia na wybrany temat. Wspaniałe jest to, że pomimo narzucanych obowiązkowo tematów, sami mogą wykazać się kreatywnością i indywidualizmem (np.: zbiórki o gotowaniu, filmach czy organizowaniu sobie czasu).

MUU

Bardzo ważną częścią drużyny wędrowniczej są oczywiście wędrówki. Co roku członkowie jeżdżą na obozy wędrowne jak np.: Watra Wędrownicza.

Aby stać się członkiem drużyny, który jest ,,pełnoprawnym członkiem’’ należy zdobyć Naramiennik Wędrowniczy. Każdy z kandydatów jest poddawany próbie i po wypełnieniu zadań drużynowy nadaje mu naramiennik.

W drużynie powstało również prawo, czyli Konstytucja Drużyny. Co roku w urodziny drużyny zbierają się wszyscy, aby świętować je, ale jest to również czas, kiedy wybiera się drużynowego lub rozmawia na temat własnej konstytucji. Rada drużyny (czyli drużynowy wraz z członkami i zastępowymi) rozpatruje uwagi i prośby dotyczące konstytucji.

Wędrownicy kierują się również Kodeksem Wędrowniczym, czyli odpowiednikiem Praw Zucha czy Prawa Harcerskiego.

 Kto może wstąpić do drużyny?

Członkami są osoby od 16 (lub czasami wyjątkowo od 15) do 21 roku życia. W drużynie są osoby należące do ZHP od 7. roku życia czy nawet te, które nigdy wcześniej nie miały styczności z harcerstwem. Znajdują się w niej inni drużynowi, zastępowi czy przyboczni. W ,,Waderach” nikt nie jest nieodpowiedni, wszyscy są zarówno inni jak i podobni przez swoje poglądy, chęć działania, dążenia do osiągania swoich celów.

MISJA

O co chodzi z tą misją?

Każda drużyna wędrownicza czy każdy wędrownik ma swoją misję, główne założenie, które możemy zobaczyć w dewizie wędrowniczej: Wyjdź w świat, zobacz, pomyśl, pomóż – czyli działaj! Ich celem, tak jak i każdego innego wędrownika, jest zdobycia naramiennika, czyli symbolu wędrowniczego, ale również otrzymanie stopni wędrowniczych takich jak Harcerz Orli (HO) oraz Harcerz Rzeczypospolitej (HR).

Iga Cieślińska
członkini 13 KDW „Wadery”
drużynowa 53 GZ „Wesołe Buzie”

Ps. Osobiście należę do 13 Konińskiej Drużyny Wędrowniczej. Po poznaniu jej historii i powstawania oraz zagłębiając się dokładnie w jej działania mogę powiedzieć – jestem niesamowicie dumna, że pomimo tylu lat i tak młodego wieku osób, które starały się żeby ta drużyna się rozkręciła – ona nadal działa.

Ten artykuł miał na celu przybliżyć wszystkim historię jednej z 2 drużyn wędrowniczych działającej w naszym hufcu oraz pokazać osobom, które tak bardzo starały się, aby ona rozkwitała i nabierała nowych doświadczeń, że nadal tak jest i my, młodzi kandydaci na członków drużyny, staramy się, żeby tak pozostało.

Z wartą za pan brat!

Kuba Żukower – drużynowy 53 DH „Łowcy Przygód”; uwielbia dramaty, ale tylko te filmowe; powoli odkrywa w sobie duszę muzyka, a w wolnych chwilach zamienia się w Mickiewicza; członek drużyny reprezentacyjnej.

Daria Matuszak – należy do 73 DSH „Los niños”; szalona tancerka; bez lecza nie mogłaby żyć; gitara to jej bliska kumpela; cały czas doskonali umiejętności wokalne; członkini drużyny reprezentacyjnej.

Filip Rutkowski – przyboczny 43 DH „Zawalidrogi”; „Trzy Pióra” zdobył bez najmniejszego problemu; prawdopodobnie następny Bear Grylls; w wolnych chwilach zdobywa ścieżki leśne i rowerowe; członek drużyny reprezentacyjnej.


IMG_4433

Jesteście fanami historii?

Kuba Żukower: Tak. Obecnie idę do drugiej klasy liceum ogólnokształcącego z rozszerzoną historią, więc oznacza to, że historią jako tako się interesuję.

Filip Rutkowski: Tak.

Daria Matuszak: Lubię. Jednak nie przepadam za lekcjami historii. Wolę zdobywać wiedzę w inny sposób.

Ograniczacie się do wiedzy czysto podręcznikowej czy poszerzacie ją na własną rękę?

KŻ: Lubię oglądać filmy dokumentalne na temat II wojny światowej, ale interesuję się również starożytnością.

FR: Tak, staram się. Często oglądam filmiki Historii bez cenzury na YouTube.

Pamiętacie pierwsze obchody, w których braliście udział jako członkowie Drużyny Reprezentacyjnej?

FR: Zeszłoroczne obchody wybuchu powstania warszawskiego.

KŻ: Wydaję mi się, że brałem udział w obchodach 11 listopada w 2016 roku. Druh Jacek Cieślak, czyli drużynowy reprezentacyjnej, zaprosił mnie do wzięcia udziału w nich. Spodobało mi się i zdecydowałem się zostać.

DM: Obchody 11 listopada w 2016 roku.

Obchody, które najbardziej pamiętacie to…

KŻ: Nie do końca to były obchody, a pogrzeb. Strasznie mną wstrząsnął, ponieważ była to babcia mojego kolegi, ale i harcmistrzyni działająca w naszym hufcu – hm. Studzińska.

FR: 11 listopada 2016 roku. Byłem pierwszy raz na obchodach, ale jeszcze nie oficjalnie z drużyną reprezentacyjną. Padał śnieg, było strasznie zimno. Do tego obok nas byli ułani razem ze swoimi końmi. Co było bardzo pamiętliwe…

DM: Obchody 3 maja w 2018 roku. Stałam w sztandarze razem z Anią Błaszczyk i Antkiem Sucharskim. Tak ślicznie śpiewali. Był nawet ksiądz z opery. Nagle się źle poczułam, leżałam na dywanie i zaczęli mnie ratować. To mi tak najbardziej utkwiło w pamięci.

Dlaczego postanowiliście zaangażować się w działalność drużyny? Nie licząc zachęt od dh Jacka.

DM: Uwielbiam chodzić na wszelkie uroczystości i reprezentować to, że jestem harcerzem. Idealne połączenie.

FR: Interesowałem się tym i do tego reprezentowanie hufca – dodatkowa funkcja.

KŻ: Głównie własne przekonania. Chciałem poszerzyć swoje działania w drużynie harcerskiej o działalność na terenie hufca. Gdy tylko dowiedziałem się, że mogę to zrobić, to po rozmowie z moim drużynowym – dh Radkiem Wołkiewiczem – zdecydowałem się dołączyć.

Często angażujecie w reprezentowanie naszego hufca?

FR: Staram się jak najczęściej, ale to wszystko zależy od mojego wolnego czasu.

KŻ: Jak tylko mam na to czas. Myślę, że tak średnio co trzy miesiące.

DM: Byłam chyba na wszystkich uroczystościach, odkąd jestem członkiem drużyny.

Jesteśmy na obchodach wybuchu powstania warszawskiego. Co sądzicie na ten temat?

FR: Zdecydowanie się zgadzam z potrzebą tego powstania.

KŻ: Myślę, że było potrzebne. Nawet dla samej idei. Nie do końca można było przewidzieć, że w ciągu tych kilku dni zginie ponad 200 tys. osób. Działanie powstańców było bardzo potrzebne dla świadomości narodowej dzisiejszych Polaków.

Jeśli żylibyście w 1944 roku, zaangażowalibyście się w walkę zbrojną?

DM: Oczywiście.

KŻ: Myślę, że tak. Oczywiście, jeśli nie zawładnąłby mną strach, to stanąłbym razem z nimi i starał się dać z siebie wszystko. W końcu to obiecałem w przyrzeczeniu harcerskim.

FR: Raczej tak.

rozmawiała: pwd. Dominika Osuch

Guilty pleasure

Rok szkolny już oficjalnie się zakończył, studencka sesja powoli dobiega końca, więc większość z nas ma już więcej czasu wolnego niż dotychczas. Warto z tego korzystać. Są na to różne sposoby. Oczywiście, większość czasu powinniśmy spędzać na świeżym powietrzu, aby uzupełnić niedobory witaminy D w naszym organizmie. Jednak, gdy temperatura dochodzi do 35 stopni w cieniu, spędzanie czasu na dworze może być trochę… uciążliwe, męczące? Samo południe to nie najlepsza pora dnia na wyjście na słońce, dlatego ten czas możemy przeznaczyć na relaks. Nie ograniczajmy się do oglądania telewizji leżąc na kanapie, ale postarajmy się rozwijać. Możemy sięgnąć po gitarę i nauczyć się nowej piosenki, aby zaimponować innym podczas obozowego ogniska. Doskonalenie swoich umiejętności malarskich też jest dobrym pomysłem. Sięgniecie po książkę może być również ekscytującym wydarzeniem podczas wakacji. Mnóstwo emocji, które pobudzają nas z każdą kolejną stroną: „ale dlaczego on to zrobił? Greg, uciekaj!!!”. Wisława Szymborska raz powiedziała, że „czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła” i zdecydowanie się z nią zgadzam.

Czasem czytanie może być naszym guilty pleasure. Co oznaczają te dwa tajemnicze słowa? Dosłownie można by było je przetłumaczyć z języka angielskiego jako „winna przyjemność”. Wielu uważa, że jest to idealne określenie na rzecz, czynność, która z pozoru nie powinna być czymś, co sprawia nam radość, a jednak taką jest. Sama posiadam kilka rzeczy, którego mogę oznaczyć jako moje guilty pleasure i o jednym z nich chciałabym Wam opowiedzieć.

Znalezione obrazy dla zapytania pamiętnik księżniczki książka

Meg Cabot to amerykańska pisarka, która specjalizuje się w powieściach dla nastolatek. Jedną z jej najpopularniejszym dzieł jest seria „Pamiętnik księżniczki”. Opowiada ona o życiu czternastoletniej Mii, mieszkającej wraz z matką i jej kotem Grubym Louie w Nowym Yorku, która nagle dowiaduje się, że jest księżniczką i w przyszłości zasiądzie na tronie małego europejskiego państwa – Genowii. Nie dość, że sama informacja o zmianie swojego statusu jest przytłaczająca, to jak na księżniczkę przystało, należy zachowywać się zgodnie z etykietą, co może być wyjątkowo trudne dla roztrzepanej i niepewnej siebie nastolatki.

Seria składa się z 10 części i mini dodatków do poszczególnych książek. Napisane są banalnym językiem, ale czego tu wymagać od nastolatki. Oczywiście, formą jest pamiętnik, w którym Mia relacjonuje każdy szczegół ze swojego dnia. Czasem zastanawiam się, jak jest w stanie zapisywać skrupulatnie tyle czynności, ale przymknijmy na to oko. Mia opisuje swoje pierwsze miłostki, problemy z zaakceptowaniem własnego ciała, relacje z przyjaciółmi, które nie zawsze są kolorowe. Lekka pozycja dla nastolatków, które mogą porównać swoje problemy z innymi. Sama sięgnęłam po tę pozycję pierwszy raz, będąc w wieku głównej bohaterki, wciągając w historię moje przyjaciółki, dzięki czemu miałam z kim rozmawiać o emocjonującym życiu Mii. Teraz, czytając to ponownie 6 lat później, uśmiecham się, przypominając sobie te gimnazjalne lata.

Serdecznie polecam tę pozycję na urozmaicenie sobie letnich dni. Wkroczcie w świat Mii Thermopolis pełen wesołych, przyjemnych historii i razem z nią przejdźcie tę ciężką drogę, jaką jest stanie się prawdziwą księżniczką, ale przede wszystkim pewną siebie dziewczyną.

pwd. Dominika Osuch

Ps. Jeśli oglądałeś ekranizację z 2001 roku z Anne Hathaway w roli głównej i uważasz, że jest to wystarczające – mylisz się. Seria książek i filmów różnią się od siebie i ta pierwsza jest o niebo lepsza.

Wehikuł czasu

Na Zlot Harcerzy i Skautów Ziemi Koszalińskiej „Wehikuł Czasu” zostaliśmy zaproszeni przez harcmistrzynię Joannę Struś-Prokop, wiceprzewodniczącą ZHP, a działającą właśnie w hufcu Koszalin. Zaproszenie to otrzymał dh Jakub Żukower podczas swojej wizyty w tamtejszym hufcu z okazji kursu przewodnikowskiego „Canoe”. Po powrocie do naszego miasta ogłosił on wyjazd i zbiórkę patrolu. Nazwaliśmy się Dramarama Uroboros i jako 20-osobowy patrol reprezentowaliśmy na zlocie nasz hufiec.

Wyjazd zaczął się bardzo wcześnie, bo o 2:30 w dniu 08.06. Wielu z nas uznało za próbę snu przed wyruszeniem w drogę za bezsensowną, toteż 90% patrolu zasypiała na stojąco. Zebraliśmy się wszyscy na dworcu PKP w Koninie i po odliczeniu byliśmy już gotowi wyjazdu. Prawie gotowi. Nasz patrolowy – Kuba – zapomniał wziąć zapasowych chust naszego hufca, ale udało się opanować sytuację, a do tego cała grupa ożywiła się dzięki temu zdarzeniu. Wsiedliśmy w autobus Kolei Wielkopolskich o godzinie 03:06. Tak oto zaczęła się nasza ośmiogodzinna podróż. Nie była ona taka zła, jak się wielu spodziewało. Duża część grupy spała, niektórzy o 4:00 śpiewali „Czarnego bluesa o czwartej nad ranem” – w tym ja (myślałem, że śpiący nas wyrzucą z autobusu), a jeszcze inni zszywali części naszego proporca (też ja). Tak nam minęło 8 godzin przejazdów: od Konina do Poznania, od Poznania do Stargardu i na koniec od Stargardu do Koszalina.

35517239_1719439478136353_5483471019811274752_n

Na koszalińskim dworcu przywitała nas druhna z 88 Koszalińskiej Wielopoziomowej Drużyny Harcerskiej „Czarna Kompania”. Odprowadziła nas na miejsce rozpoczęcia zlotu, a właściwie piętnastokilometrowego, morderczego rajdu do miejsca, gdzie całe wydarzenie miało się odbywać. Rajd nie byłby problemem, gdyby nie to, że bagaże odbierane i przewożone były tylko dla zuchów i harcerzy. Harcerze starsi i wędrownicy mogli liczyć na wsparcie jedynie z namiotami co najmniej trzyosobowymi oraz walizkami lub plecakami ze stelażem zewnętrznym. To był największy ból tego rajdu. Średnia waga jednego z naszych plecaków wynosiła 15 kg, a najcięższe dochodziły spokojnie do 25 kg, więc kilkoro z nas łamało sobie plecy. Do tego wszystko odbywało się w pełnym słońcu. Cały nasz patrol czuł się zmęczony, a niektóre osoby były bliskie omdlenia. Po przejściu bez celu 4 km po mieście i problemach ze znalezieniem drogi (nie jesteśmy jak miejscowi, nie znamy rozmieszczenia ulic Koszalina, o czym organizatorzy na nasze nieszczęście nie pomyśleli) udaliśmy się ponownie na dworzec, a stamtąd busem do Parnowa, gdzie odbywał się cały zlot.

Po dotarciu na miejsce około godziny 16:30 rozstawiliśmy nasze namioty (te śledzie nie chciały tak łatwo wchodzić w ziemię…), a następnie udaliśmy się na pierwsze zajęcia. Odbywały się one przy pięknym pałacyku w specjalnie rozstawionym do tego namiocie. Wewnątrz przez 2 godziny grała dla nad harcerska kapela Harcband, którzy śpiewali nam świetne piosenki harcerskie. Byłem pod niesamowitym wrażeniem, że ich gardła wytrzymały „bis” cztery razy! To było naprawdę niesamowite. Po tym, wróciliśmy do obozu by coś zjeść, a następnie udać się na kolejne zajęcia, które odbywały się już wieczorem. W tych zajęciach nie wszyscy brali udział, bo niektórym padły akumulatory i musieli udać się na spoczynek. Podczas tych zajęć rozpaliliśmy symboliczne ognisko i oglądaliśmy zdjęcia i słuchaliśmy piosenek związanych z naszym krajem i Związkiem Harcerstwa Polskiego na przestrzeni ostatniego stulecia. Na koniec, wszyscy zebrani układali ze świeczek lilijkę, krzyż harcerski i napis ZHP, aby jasno płonęły w mroku nocy, jak nasze ideały. Po tym, wszyscy udali się do namiotów.

Następnego dnia udaliśmy się na różne bloki zajęć. Było ich dość sporo m.in. gra planszowa XXL, zajęcia z robienia greckich masek z teatru, wchodzenie na wysokości przez ustawianie skrzynek, wykonywanie serca z „papierowej wikliny”, nauka masażu, pierwsza pomoc, survival i kilka jeszcze innych. Na początku podeszliśmy do nich sceptycznie, bo nie wydawały się zbyt kuszące. Jednak gdy usłyszałem słowo „planszówka” to oczy zaświeciły mi jak żarówki. Po pierwszym bloku większość z nas wiedziała już, że te zajęcia są dużo lepsze niż się wydawało na początku. Na drugim bloku udałem się niechętnie na masaż, bo ciekawsze zajęcia były zajęte. Niestety czułem, że na tym bloku trochę zmarnowałem czas.

35526787_1719439311469703_2863766240285949952_nOstatniego dnia z samego rana wstaliśmy i poszliśmy w las, gdzie odbywała się gra terenowa, w której wykorzystywaliśmy naszą (czasem znikomą) orientację w terenie i umiejętność czytania mapy. Słońce w trakcie tej gry niemiłosiernie prażyło, co okropnie dawało się nam we znaki, a wiele osób zasłabło, w tym jedna harcerka z grupy, z którą się w lesie spotkaliśmy. Po powrocie do obozu rozdano nam obiad (grochówka :c), a po konsumpcji złożyliśmy nasze namioty i odjechaliśmy w stronę hufca Koszalin, gdzie mieliśmy spędzić noc. Pod wieczór dh Jakub Żukower zorganizował nam świeczkowisko i zaprosił na nie członków hufca Koszalin, z czego kilku sprawiło nam tę przyjemność i się pojawiło. Po zakończeniu świeczkowiska mieliśmy czas wolny. Niestety nie pamiętam jak spędzaliśmy wieczór, bo praktycznie od razu zasnąłem ze zmęczenia.

Następnego dnia z rana udaliśmy się na bus do Mielna. Razem z wynajętym ratownikiem poszliśmy nad morze. Woda była przeraźliwie zimna (ok. 7-8 stopni Celsjusza), a mimo to ośmiu śmiałków z naszej grupy próbowało się „kąpać”. Po odmrażającej kąpieli udaliśmy się w głąb Mielna by zjeść na mieście. Po powrocie do Koszalina odebraliśmy swoje plecaki z hufca i udaliśmy się na pociąg. Po 8 godzinach jazdy kolejami, absolutnie wypompowani z energii, dotarliśmy do dworca PKP w Koninie.

dh Dorian Jarek

 

Za moich czasów…

Za każdym razem, gdy jechałam czy to na Wędrowniczą Watrę czy też Wielkopolski wZlot przyglądałam się wędrownikom. Chociaż z roku na rok mówiłam sobie, że jestem już za stara, albo mi się nie chce, coś mnie tam ciągnęło. Wędrownicy to wspaniała grupa młodzieży, którą łączy wspólna pasja, zainteresowania, mimo, że przez lata nasza metodyka ewoluowała, zmieniała się.

Pamiętam siebie wędrownika sprzed 10 lat. Spanie na wyplecionej własnoręcznie pryczy, rozgwieżdżone niebo. Nie mam pojęcia, jak często i czy w ogóle ładowałam telefon komórkowy. Dzisiaj – trudno byłoby się komukolwiek obyć bez komórki. Nie oszukujmy się – nam też! Może zamiast walczyć z tymi urządzeniami, spróbujmy je wykorzystać podczas zbiórki? Pokażmy wartościowe aplikacje (są przecież nawet harcerskie!). Czemu by nie zaprosić harcerzy na zbiórkę za pomocą Snapchata? Stwórzmy profil na Instagramie naszej drużyny!

Doskonale pamiętam czas zmian przedziału wiekowego wędrowników. Buntowałam się. Dlaczego tylko do 21 roku życia? Co ze starszymi członkami drużyn? Będą musieli odejść? Teraz patrzę na to z innej perspektywy. Nie jako zagrożenie, ale szansę. Szansę na rozwój. Z punktu widzenia rozwoju psychofizycznego dwójka młodych ludzi w wieku 16 i 25 lat ma przed sobą kompletnie inne zadania. Młodszy dopiero wybiera szkołę średnią, próbuje odnaleźć siebie. Ten starszy powinien być już w pełni ukształtowany, rozpoczyna dorosłe życie. Jak ich pogodzić?

Gdy myślę o rozwoju, nasuwają mi się na myśl instrumenty metodyczne. Czy rzeczywiście wędrownicy z nich korzystają? Czy są odpowiednio dobrane do obecnych potrzeb nastolatków? Chociaż jako drużynowa zachęcam swoich podopiecznych by realizowali kolejne stopnie czy zdobywali znaki służby, czasem zastanawiam się, czy nie powinny nastąpić drobne zmiany, chociażby w wymaganiach. Czy odpowiadają na potrzeby i rzeczywiście skłaniają do samorealizacji każdego wędrownika?

Całkiem niedawno nastąpiła także zmiana w oświacie. Gimnazja są powoli wygaszane, natomiast w szkołach podstawowych dodano VII oraz VIII klasę. Wydłużono również o rok szkoły średnie. ZHP stanął przed wyzwaniem – czy podążać za obecnym systemem czy pozostać przy swoim? Zlikwidować wędrownictwo czy może harcerzy starszych? A może nasz obecny system się sprawdza, więc lepiej pozostać właśnie przy nim? O stanowisku referatów wędrowniczych można poczytać więcej tutaj: http://natropie.zhp.pl/index.php/wedrownictwo-do-przegladu/

Chociaż tak wiele wokół nas się zmienia – jedno jest pewne. Warto jest być wędrownikiem.

phm. Paulina Osuch